#011
Skierowałam swoje kroki w stronę kanapy. Lucius pociągnął mnie na siebie i objął w pasie. Próbowałam się oswobodzić ale niewiele to dawało, uparcie trzymał mnie w uścisku badawczo mi się przyglądając. Ziewnęłam przeciągle zasłaniając ręką usta i oparłam czoło o jego ramię. -Gdzie byłeś?... -z moich ust zamiast słów wydobył się ledwie logiczny bełkot. Byłam śpiąca, tak cholernie śpiąca. -Chciałbym zapytać o to samo. Wyglądasz gorzej niż zwykle. - szybko ominął temat. -Bo dopiero co wstałam... Burknęłam i mocniej przylgnęłam do chłopaka. Szybko wyczuł o co chodziło i otulił mnie kocem. Nadal za zimno. -Powiedz co się dzieje... Ominęłaś dwa dni wykładów... Nie odbierałaś, nie odpi...