Posty

Wyświetlanie postów z czerwca 6, 2017

#021

Wiem, że mi zabronił, ale nie mogłam wytrzymać. Przez ostre gradobicia musieliśmy wstrzymać przeprowadzkę do motelu i nadal tkwiliśmy w tym chorym miejscu. Mijał chyba trzeci dzień gdzie nie zmrużyłam oka. Shail/Luc nie miał z tym problemu, mimo, że starał się udawać, że "wcale nie śpi". Wszyscy są na zebraniu, mnie ono nie dotyczy. Nie chce wiedzieć w jakie gówno znów się pakują i z jakiego gówna będę musiała ich wyciągać. Kilkanaście minut błądziłam po budynku szukając klitki byłych lekarzy. Znalazłam, bez wahania weszłam do środka i zaczęłam przetrząsać szafki w poszukiwaniu leków. Musieli coś tu trzymać. Musieli. Trzęsły mi się ręce przez co kilka razy zacięłam się szkłem ze zniszczonych gablotek. Znalazłam i o dziwo nawet data była znośna. -Co tu robisz? -piskliwy kobiecy głos odbił się echem. -Powinnaś być na zebraniu. -Tak samo jak ty. -syknęłam i szybko schowałam leki do kieszeni bluzy. -Wasze zebrania mnie nie dotyczą. Jak sprawa z policją ucichnie zabieram Luciusa...