Posty

Wyświetlanie postów z czerwca 4, 2017

#017

Pamiętam, pamiętam wszystko. To nie były wymysły mojej drugiej ja, to była prawda, a jedyne wymysły to te o moim normalnym życiu. Przebudzenie się z rzeczywistości bywa bardzo bolesne, szczególnie gdy okazuje się, że sypiam od ponad miesiąca z psychopatą w jednym łóżku. Zmienił się, dorósł. Jedna jego część chciała zostawić orły i zacząć żyć normalnie, ale ten stary Shail, ten sprzed pięciu lat trzymał go w tym wariactwie. -Witajcie wróbelki...  -uśmiechnęłam się podłe, choć nie mogli tego zobaczyć to po tonie mojego głosu można było to wyczuć. Stali z otwartymi ustami gapiąc się na moją maskę. Ricko odgarnął włosy w tył, starał się coś przy tym powiedzieć, ale wyszło tylko nielogiczne bełko...

#016

Nie mogłem uwierzyć, że to się stało. Dalej nie dopuszczałem do siebie myśli, że tak łatwo daliśmy się wkopać i ponownie wylądowaliśmy za kratami, tym razem zdradzeni przez jednego z nas, przez jakiegoś durnego szczeniaka, któremu zebrało się na żarty. Z jednej strony Billy miał racje, psy nie są już tak głupie jak lata temu, jednak to nie zmienia faktu, iż jestem kurewsko wściekły, a dodatkowo sytuacji nie poprawia kulka tkwiąca w mojej nodze. Miałem tylko nadzieje, że z Al wszystko w porządku i udało jej się uciec. Nie powinienem był w ogóle się do niej zbliżać, nie mówiąc już o mieszaniu jej życia z moim. Co z tego, że w pewnym stopniu przypominała mi Alise, skoro nigdy nią nie była i nie będzie, a ja narażałem ją tylko na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Kiedyś zapewne nawet nie byłoby mi jej żal i machnąłbym na to ręką, jednak prócz tego, że dorosłem, najwidoczniej wciąż brakuje mi prawdziwej Alisy. Pomimo tego, że jej nienawidziłem.  - Kurwa! - warknąłem, kopiąc z całej s...

#015

-Nie lubię gdy pracujesz nocami... -mruknęłam między pocałunkami. Lucius przejechał dłonią wzdłuż mojej talii zatrzymując na udzie. -Wiem...ale nie mam wyboru.. -zaczął składać pocałunki na mojej szyi. -Miłe pieszczoty nie zmienią tego, że każdą noc spędzam sama. -mruknęłam z wyrzutem. Westchnął i podniósł się na łokciach, zawisł nade mną. -Al... -zaczął z niechęcią. Przytknęłam palec wskazujący do jego ust przerywając mu. -Ciii...wiem... chcę po prostu być z tobą... Milczał przez chwilę goniąc za własnymi myślami. Coś nim targało. Z jednej strony ja, z drugiej praca. Bez słowa przytulił mnie. -Zaraz wychodzę...-mruknął cicho. Nie odezwałam się, kiwnęłam tylko i dalej gładziłam go po włosach. Leżał z błogim uśmieszkiem i myślami gdzieś daleko stąd. Czułam jego ciepło i rytmiczny oddech. To działało lepiej niż jakiekolwiek leki nasenne. Zawsze pilnował mnie do momentu zaśnięcia, czekał godzinę, żeby upewnić się, że na pewno śpię i wychodził. Każdej nocy już od kilku tygodni, więc...

#014

Kiedy przypomnę sobie sytuację, która wydarzyła się niecały miesiąc temu, do tej pory czuje zimny dreszcz przechodzący wzdłuż mojego kręgosłupa, a przed oczami staje mi obraz zapłakanej, roztrzęsionej Al, histerycznie wbijającej paznokcie w moje ramie. Nie ważne jak bardzo starałem się ją uspokoić, nic nie potrafiło dotrzeć do niej przez niezrozumiałe słowa wypowiadane podczas łkania. Nie miałem pojęcia, do czego potrafiły doprowadzić ją leki nasenne i nie miałem zamiaru rozmyślać nad tym, jak mogło się to skończyć. Widziałem wiele różnych ataków histerii podczas przedawkowania, raz sam taki przeżyłem, jednak tego widoku wolałbym nie powtarzać już nigdy i to wyłącznie dla jej dobra. Teraz, kiedy osobiście pilnuje, aby sama nie dotykała żadnych leków, jest lepiej. Czasami jedynie wraca niepohamowana chęć zażycia czegokolwiek, lecz zazwyczaj nie trwa długo, a Al powoli wraca do normalnego życia. W przeciwieństwie do mnie, gdyż ja swoje w miarę normalne życie zamieniam na powrót w nie...

#013

Łykałam zimną wodę jakbym nie piła przez wieki. Siedział przede mną gładząc po włosach. -Nie rób tak więcej...-jego ręce drżały. Jakbym miała na to jakiś wpływ podczas snu. Z pewnej strony byłam szczęśliwa, że został, ale z drugiej bałam się, że coś odkryje. Ziewnęłam i przetarłam oczy. -Nawet o tym nie myśl. Spałaś ponad dwa dni z lekkimi przerwami. Wyspałaś się na zapas. -warknął zły. Nie rozumiem czemu był zirytowany. Nic złego nie zrobiłam. Nie musiał mnie wcale ratować. -Masz gdzieś laptop? Kiwnęłam i wskazałam na szafkę obok. -Po co ci? -mruknęłam powstrzymując ziewanie. -Lekarz google. -syknął włączając przeglądarkę. Przewróciłam oczami, wyjdzie pewnie, że mam raka. Ułożyłam się spoglądając na sufit. Lekko uśmiechnęłam się na wspomnienie każdej z wycieczek. Zaciekawiony moim uśmiechem Luc sam spojrzał w górę. -We wszystkich tych miejscach byłaś? -zapytał zaskoczony ilością pocztówek. Kiwnęłam z lekkim uśmiechem. -Tam spotkałam prawdziwego lisa...dał się pogłaskać... -ws...

#012

Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Jedyne co zdążyło do mnie dojść tuż po przebudzeniu to fakt, że ona nie oddycha. W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś chory sen, głupi żart, bądź złudzenie, jednak rzeczywistość nie litując się wymierzyła mi solidnego plaskacza prosto w twarz. Nie miałem pojęcia ile czasu tak naprawdę minęło i jak to się stało, chociaż w tamtym momencie jedyną rzeczą jakiej pragnąłem było to, aby otworzyła oczy. - Al! - warknąłem, wbijając palce w ramię dziewczyny i potrząsając nią, lecz bez jakiegokolwiek efektu. Była blada, zimna i wyglądała tak, jakby już nic nie mogło przywrócić jej do życia. Po uciskaniu jej klatki piersiowej z na przemian wpuszczanym do jej płuc powietrzem zacząłem nawet poważnie myśleć nad zabraniem jej do szpitala bez względu na ryzyko, jednak w pewnym momencie czarnowłosa burknęła coś niezrozumiałego, zakasłała parę razy i otworzyła lekko powieki, mrugając nimi niezrozumiale. - Jasna cholera... - westchnąłem, przecierają...