#015

-Nie lubię gdy pracujesz nocami... -mruknęłam między pocałunkami. Lucius przejechał dłonią wzdłuż mojej talii zatrzymując na udzie.
-Wiem...ale nie mam wyboru.. -zaczął składać pocałunki na mojej szyi.
-Miłe pieszczoty nie zmienią tego, że każdą noc spędzam sama. -mruknęłam z wyrzutem. Westchnął i podniósł się na łokciach, zawisł nade mną.
-Al... -zaczął z niechęcią. Przytknęłam palec wskazujący do jego ust przerywając mu.
-Ciii...wiem... chcę po prostu być z tobą...
Milczał przez chwilę goniąc za własnymi myślami. Coś nim targało. Z jednej strony ja, z drugiej praca. Bez słowa przytulił mnie.
-Zaraz wychodzę...-mruknął cicho.
Nie odezwałam się, kiwnęłam tylko i dalej gładziłam go po włosach. Leżał z błogim uśmieszkiem i myślami gdzieś daleko stąd. Czułam jego ciepło i rytmiczny oddech. To działało lepiej niż jakiekolwiek leki nasenne. Zawsze pilnował mnie do momentu zaśnięcia, czekał godzinę, żeby upewnić się, że na pewno śpię i wychodził. Każdej nocy już od kilku tygodni, więc zamiast cudownych i namiętnych wieczorów dostawałam cudowne i namiętne poranki.

Tej nocy źle spałam, obudziłam się w środku nocy z krzykiem. Liczyłam, że Luc jeszcze nie wyszedł do pracy, że czeka. Wybiegłam z pokoju i zaczęłam szukać go po całym domu. Nie ma. Ubrałam jego bluzę zostawioną wcześniej na jakimś krześle. Godzina? 4:46, środek nocy. Niezadowolona wróciłam do łóżka i wtuliłam w poduszkę. Nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, aż usłyszałam zamek w drzwiach.

Luc poszedł najpierw pod prysznic a potem wrócił do sypialni. Myśląc, że śpię położył się obok i objął mnie. Natychmiast wtuliłam się i mruknęłam zadowolona.
-Wróciłeś...
-Nie spałaś? -zdziwiony uniósł brwi.
-Miałam zły sen...
Mocniej mnie przytulił i wyszeptał "wybacz, że mnie tu nie było" do uszka. Uśmiechnęłam się lekko i pocałowałam go.

***

Nie lubiłam wychodzić z domu, ale Luc się uparł, że idziemy się przejść i nie miałam zbytnio wyboru. Trzymał mnie z rękę ze splecionymi palcami i uśmiechał się lekko pod nosem.
-Słodka jesteś...-cmoknął mnie w policzek i pomiział noskiem. Uśmiechnęłam się rumieniąc. -Jaaaaki słodki buraczek...
Był uśmiechnięty, objął mnie ramieniem. Dzień wydawał się idealny, do czasu gdy usłyszałam strzał a Luc padł na ziemię trzymając za nogę.
-Uciekaj już! -odepchnął mnie w tłum ludzi.
-Luc! Nie! -starałam się wydostać z rzeki ludzi. Wszyscy uciekali w panice. Po policzkach płynęły mi łzy, nie mogłam wydostać się z tłumu. Widziałam tylko jak policjanci podbiegają do niego i zakuwają, a potem wymierzają kilka ciosów.

_Alex_

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019