#019

Ciągnął mnie przez ciemne uliczki, starałam się wyglądać na wystraszoną i zagubioną, ale gdzieś w głębi cieszyłam się, że nie uciekł i zabiera mnie do Orłów. Czyżby ufał mi aż tak, a może kocha mnie aż tak. Ściska moją dłoń, lekko drży.
-Nie wyglądasz jakbyś się bała... -spojrzał na mnie kątem oka.
-...Obronisz mnie prawda? -zapytałam mocniej ściskając jego dłoń. Zatrzymał się niespodziewanie przez co wpadłam na niego, wykorzystał to i objął mnie.
-Jeśli choć jeden z nich spojrzy na ciebie krzywo nie dożyje kolejnej sekundy. Jesteś nietykalna. -szepnął i pocałował mnie czule. -Jeśli ktoś będzie niemiły masz mi mówić, ok?
Pokiwałam szybko głową. Traktował mnie trochę jak dziecko, ale po tylu latach, gdzie musiałam radzić sobie sama, gdzie zabrano mi dzieciństwo, takie coś było miłe.

Zabunkrowali się w psychiatryku. Jest tyle fajnych ruin, czy nie ruin. Musiał być psychiatryk.
-W drugiej części miasta jest opuszczony motel. Nie lepiej tam? -mruknęłam cicho widząc gdzie idziemy. Pokiwał tylko lekko głową. Otworzył przede mną masywne drzwi. Przeszliśmy długim korytarzem i weszliśmy na piętro.
-Gotowa?... -nie wiem czy on się bardziej wahał czy ja. Kiwnęłam.
Otworzył kolejne drzwi a wszystkie twarze spojrzały w moją stronę. Wszyscy byli ciekawscy ale nie odważyli się odezwać.
-To Alexandra, dołącza do nas. -Luc zmroził wszystkich wzrokiem. Nawet mnie. Jego ton głosu był przerażający.
-Czym się zajmie? -jedna z dziewczyn siedzących na tyłach sali odezwała się.
-Na razie zapewne graniem mi na nerwach. -ledwo zauważalny uśmieszek przemknął po jego twarzy.
-EY! Ja wiem! To ta laska z którą wozisz się po mieście! HAAAAAAAAAAAAA! -Ricko wybuchł śmiechem i spadł z łóżka w tył robiąc masę hałasu. Luc przetarł twarz dłonią wyraźnie wątpiąc w gatunek ludzki. Czułam jak na twarz wyskakuje mi rumieniec.
-Skoro wiecie kim dla mnie jest, tym bardziej radzę wam być bardzo miłymi dla niej. -warknął w stronę wystraszonych duszyczek, które szybko pokiwały głowami. Był przerażający, jeszcze bardziej niż pięć lat temu.

Wiłam się przez całą noc na niewygodnym łóżku, przy okazji nie pozwalając zasnąć Luciusowi.
-Nie możemy wrócić do domu? -mruknęłam zła na to że nie mogę spać. Westchnął ciężko i przemilczał. -Nie chcę tu być... chcę do naszego domu.. -specjalnie mocniej zaakcentowałam słowo "naszego". Po co wracał do Orłów? Nie był szczęśliwy, jako normalny człowiek? Nie chcę znowu żyć w strachu przed policją, ale nie chcę żyć też bez niego. Objął mnie mocniej.
-Może przeprowadzka do tego motelu nie jest najgorszym pomysłem. -sam był zły, że nie może przeze mnie spać. -Nie możesz się jakoś inaczej ułożyć?
Pokręciłam głową. Całe to miejsce śmierdziało szaleństwem. Przeszły mnie ciary. Coś złego zaczęło się dziać, miałam wrażenie jakby obchodziły mnie robale, mimo, że nie było ani jednego. Zimny dotyk dłoni o długich palcach. Złapałam się za głowę i powstrzymałam krzyk. Luc usiadł na łóżku i potrząsnął mną. Zamilkł gdy zobaczył moje mokre od łez policzki.

_Alex_

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#015