Posty

Wyświetlanie postów z czerwca 5, 2017

#020

Reszty nocy nie przespaliśmy oboje. Al, pomimo tego, że leżałem tuż obok obejmując ją mocno, co jakiś czas wzdrygała się nerwowo, łkała, to podnosiła gwałtownie rozglądając na boki z przeświadczeniem, że słyszała jakieś dziwne dźwięki na korytarzu. Samemu by mi się to nie podobało, kiedy byłbym pewien, że jesteśmy sami w budynku, jednak na wszystkich piętrach losowo ulokowane były Orły i zawsze mógł się trafić ktoś, kto najzwyczajniej w świecie działał wedle zasady "sen jest dla słabych". I właśnie tej nocy, choć była to pierwsza i najprawdopodobniej ostatnia noc tutaj, zacząłem poważnie zastanawiać się nad pomysłem przeniesienia do opuszczonego motelu. Z tego co słyszałem został on zamknięty stosunkowo niedawno, więc nie był rozchwianą, niebezpieczną ruiną i nikt do tej pory nie czaił się, aby go kupić i odremontować. Przynajmniej o tyle dobrze dla nas. Nagle poczułem jak palce Al kurczowo zaciskają się na moim ramieniu, a paznokcie boleśnie wbijają w skórę. Syknąłem cicho, ...

#019

Ciągnął mnie przez ciemne uliczki, starałam się wyglądać na wystraszoną i zagubioną, ale gdzieś w głębi cieszyłam się, że nie uciekł i zabiera mnie do Orłów. Czyżby ufał mi aż tak, a może kocha mnie aż tak. Ściska moją dłoń, lekko drży. -Nie wyglądasz jakbyś się bała... -spojrzał na mnie kątem oka. -...Obronisz mnie prawda? -zapytałam mocniej ściskając jego dłoń. Zatrzymał się niespodziewanie przez co wpadłam na niego, wykorzystał to i objął mnie. -Jeśli choć jeden z nich spojrzy na ciebie krzywo nie dożyje kolejnej sekundy. Jesteś nietykalna. -szepnął i pocałował mnie czule. -Jeśli ktoś będzie niemiły masz mi mówić, ok? Pokiwałam szybko głową. Traktował mnie trochę jak dziecko, ale po tylu latach, gdzie musiałam radzić sobie sama, gdzie zabrano mi dzieciństwo, takie coś było miłe. Zabunkrowali się w psychiatryku. Jest tyle fajnych ruin, czy nie ruin. Musiał być psychiatryk. -W drugiej części miasta jest opuszczony motel. Nie lepiej tam? -mruknęłam cicho widząc gdzie idziemy. Po...

#018

Wchodząc cicho do mieszkania, i starając się przy tym nie syczeć z bólu oraz nie narobić niepotrzebnego hałasu, jedyne co natrętnie zaprzątało moją głowę to pieprzone, złe przeczucia, drwiące na każdym kroku z mojej głupoty. Nie miałem pojęcia jak Al zareaguje na wiadomość, że moje nocne zmiany w sklepie to tak naprawdę bieganie i zabijanie, choć z drugiej strony czystym idiotyzmem było zastanawianie się nad tym. Jeśli w pierwszej chwili nie zadzwoni na policję, to w kolejnej wypieprzy mnie za drzwi. Nikt o zdrowych zmysłach i marzeniach o normalnym życiu nie ryzykowałby ucieczki z kryminalistą, bez większych obietnic o spokojnych dniach i poczuciu bezpieczeństwa. Mimo wszystko musiałem zrobić cokolwiek, byleby Al nie musiała martwić się o to, czy nagle nie zostanie złapana przez psy. Na pewno widzieli moment, kiedy uciekała, a kwestią czasu będzie dla nich wywęszenie mieszkania. - Luc? Ale przecież złapali cię - wymruczała wciąż sennie, podnosząc się do pozycji siedzącej i ...