#018
Wchodząc cicho do mieszkania, i starając się przy tym nie syczeć z bólu oraz nie narobić niepotrzebnego hałasu, jedyne co natrętnie zaprzątało moją głowę to pieprzone, złe przeczucia, drwiące na każdym kroku z mojej głupoty. Nie miałem pojęcia jak Al zareaguje na wiadomość, że moje nocne zmiany w sklepie to tak naprawdę bieganie i zabijanie, choć z drugiej strony czystym idiotyzmem było zastanawianie się nad tym. Jeśli w pierwszej chwili nie zadzwoni na policję, to w kolejnej wypieprzy mnie za drzwi. Nikt o zdrowych zmysłach i marzeniach o normalnym życiu nie ryzykowałby ucieczki z kryminalistą, bez większych obietnic o spokojnych dniach i poczuciu bezpieczeństwa. Mimo wszystko musiałem zrobić cokolwiek, byleby Al nie musiała martwić się o to, czy nagle nie zostanie złapana przez psy. Na pewno widzieli moment, kiedy uciekała, a kwestią czasu będzie dla nich wywęszenie mieszkania.
- Luc? Ale przecież złapali cię - wymruczała wciąż sennie, podnosząc się do pozycji siedzącej i przecierając zamglone oczy wierzchem dłoni. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że spała w mojej bluzie.
- Wiem, ale to długa historia, a my nie mamy czasu - odparłem, siadając na skraju łóżka na przeciwko niej.
Czarnowłosa, kiedy tylko znalazłem się bliżej, wtuliła się we nieoczekiwanie, obejmując ramionami wokół klatki. Bez chwili wahania przytuliłem ją do siebie i dopiero w tej chwili zacząłem zastanawiać się nad tym, czy aby na pewno dobrze robię. Mimo wszystko jakiś cichy głos z tyłu głowy podpowiadał mi, że teraz nie ma już odwrotu.
- Czemu cię złapali? Jesteś ranny? Widziałam jak do ciebie strzelali - wyrzuciła z siebie na jednym wdechu, odsuwając się nagle, lecz kiedy mój chłodny kobalt skrzyżował się z jej zielenią tęczówek, zamilkła, teraz wyczekując tego, co od kilkunastu minut dusiłem w sobie.
- Nie pracuję w sklepie na nocną zmianę i nie wykładam towaru na pułkach. Słyszałaś kiedyś o Gangu Czarnych Orłów?
Zmarszczyła lekko czoło, by po chwili z wolna kiwnąć głową.
- Dowodzę nimi, a przynajmniej mam zamiar robić to na nowo, odkąd okazało się, że Orły żyją. Jestem jednym z najbardziej ściganych przestępców i nie mam na imię Lucius.
Zatrzymałem się na moment, gdyż poczułem na policzku nieprzyjemnie pieczenie spowodowane solidnym plaskaczem.
- I mówisz mi o tym dopiero teraz? - pokręciła z niedowierzaniem głową. - Dlaczego?
- To był jedyny sposób na to, żebyś nie patrzyła na mnie jak na mordercę. Ale teraz już wiem, że nie ucieknę od tego, kim byłem i kim jestem. Poza ty nie chcę, aby coś ci się stało, dlatego czy tego chcesz, czy nie, musisz iść ze mną - zakończyłem nieco chłodno, po czym wstałem z łóżka i ukrywając kuśtykanie zacząłem pakować jej najpotrzebniejsze rzeczy. Mnie również to wszystko się nie podobało, jednak nie było już odwrotu.
-...Dokąd mnie zabierasz? - spytała po chwili
- Do Orłów.
Shail
- Luc? Ale przecież złapali cię - wymruczała wciąż sennie, podnosząc się do pozycji siedzącej i przecierając zamglone oczy wierzchem dłoni. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że spała w mojej bluzie.
- Wiem, ale to długa historia, a my nie mamy czasu - odparłem, siadając na skraju łóżka na przeciwko niej.
Czarnowłosa, kiedy tylko znalazłem się bliżej, wtuliła się we nieoczekiwanie, obejmując ramionami wokół klatki. Bez chwili wahania przytuliłem ją do siebie i dopiero w tej chwili zacząłem zastanawiać się nad tym, czy aby na pewno dobrze robię. Mimo wszystko jakiś cichy głos z tyłu głowy podpowiadał mi, że teraz nie ma już odwrotu.
- Czemu cię złapali? Jesteś ranny? Widziałam jak do ciebie strzelali - wyrzuciła z siebie na jednym wdechu, odsuwając się nagle, lecz kiedy mój chłodny kobalt skrzyżował się z jej zielenią tęczówek, zamilkła, teraz wyczekując tego, co od kilkunastu minut dusiłem w sobie.
- Nie pracuję w sklepie na nocną zmianę i nie wykładam towaru na pułkach. Słyszałaś kiedyś o Gangu Czarnych Orłów?
Zmarszczyła lekko czoło, by po chwili z wolna kiwnąć głową.
- Dowodzę nimi, a przynajmniej mam zamiar robić to na nowo, odkąd okazało się, że Orły żyją. Jestem jednym z najbardziej ściganych przestępców i nie mam na imię Lucius.
Zatrzymałem się na moment, gdyż poczułem na policzku nieprzyjemnie pieczenie spowodowane solidnym plaskaczem.
- I mówisz mi o tym dopiero teraz? - pokręciła z niedowierzaniem głową. - Dlaczego?
- To był jedyny sposób na to, żebyś nie patrzyła na mnie jak na mordercę. Ale teraz już wiem, że nie ucieknę od tego, kim byłem i kim jestem. Poza ty nie chcę, aby coś ci się stało, dlatego czy tego chcesz, czy nie, musisz iść ze mną - zakończyłem nieco chłodno, po czym wstałem z łóżka i ukrywając kuśtykanie zacząłem pakować jej najpotrzebniejsze rzeczy. Mnie również to wszystko się nie podobało, jednak nie było już odwrotu.
-...Dokąd mnie zabierasz? - spytała po chwili
- Do Orłów.
Shail
Komentarze
Prześlij komentarz