#017
Pamiętam, pamiętam wszystko. To nie były wymysły mojej drugiej ja, to była prawda, a jedyne wymysły to te o moim normalnym życiu. Przebudzenie się z rzeczywistości bywa bardzo bolesne, szczególnie gdy okazuje się, że sypiam od ponad miesiąca z psychopatą w jednym łóżku. Zmienił się, dorósł. Jedna jego część chciała zostawić orły i zacząć żyć normalnie, ale ten stary Shail, ten sprzed pięciu lat trzymał go w tym wariactwie.
-Witajcie wróbelki... -uśmiechnęłam się podłe, choć nie mogli tego zobaczyć to po tonie mojego głosu można było to wyczuć. Stali z otwartymi ustami gapiąc się na moją maskę. Ricko odgarnął włosy w tył, starał się coś przy tym powiedzieć, ale wyszło tylko nielogiczne bełkotanie.
-Naya uciekła drugim wyjściem... -rzuciłam domyślając się o co chciał zapytać.
Byłam zła na "Luciusa", że okłamywał mnie z pracą na nocną zmianę w sklepie. Chyba nocna zmiana złodzieja i mordercy. Karma go dopadła w postaci dziury w nodze. Myślałam, że w więzieniach dbają o więźniów choć w najmniejszym stopniu ale najwyraźniej się myliłam.
-Macie zamiar tak stać, czy jednak uciekacie? Drugi raz wam nie pomogę... -odwróciłam się na pięcie i powoli szłam ku wyjściu. Shail zrównał ze mną krok starając się z całych sił ukryć kuśtykanie.
-Dobrze wiedzieć, że żyjesz. -warknął. Nie wiem na ile z bólu a na ile ze zirytowana. -Szkoda, że dowiaduje się o tym w taki sposób.
-Po co miałam ci mówić? Chciałam przypomnieć, że to ty mnie zostawiłeś w tym cholernym garażu i uciekłeś.
Miał coś odpowiedzieć, ale przymknął się, a z jego ust wypłynęły soczyste przekleństwa wymruczane pod nosem.
-To ja się tu kurwa martwiłem, a ty się od tak pojawiasz. -warknął cicho myśląc, że nie usłyszę.
-Słyszałam... -uśmiechnęłam się podłe i wyprzedziłam go.
***
Nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Alex, Alisa czy Alexandra, wszystkie chciały mieć Shaila na własność. Sama nie wiedziałam co teraz zrobi sam zainteresowany, z jednej strony mówi, że nie zostawi Alexandry, z drugiej jednak wróciła Alisa/Alex. Nie oszukujemy się, nienawidził tej cholernej psychopatki, zrobię wszystko byleby się nie dowiedział prawdy.
Musiałam jakoś ukryć maskę i broń. Było to trudniejsze niż się wydaje. W końcu mój wybór padł na stare pudełko z pamiątkami. Maskę i resztę sprzętu położyłam na sam dół i przykryłam licznymi pamiątkami i innymi bzdurami, a samo pudełko ukryłam na dnie szafy pod innymi pudełkami po butach. Zadowolona z siebie i mojego geniuszu oraz ideologi "najciemniej jest zawsze pod latarnią" rzuciłam się na łóżko. Gdzieś w głębi bałam się, że Shail postanowi uciec i zostanę sama. Gdyby nie on zapewnie leżałabym teraz w kostnicy, i to w najlepszym przypadku. Ciary mnie przechodzą na samą myśl, że mógłby mnie zostawić.
Spałam, zaśnięcie bez niego było trudne, ale byłam tak zmęczona po tej akcji z więzieniem, że musiałam się przespać. Obudził mnie zgrzyt zamka i otwieranie drzwi. Luc stanął nade mną i pocałował w czoło.
-Luc? -przetarłam oczy udając zdziwienie. -To sen?
-Ciii, chciałbym, ale obawiam się, że to rzeczywistość. Spakuj się, czeka nas przeprowadzka..
_Alex_
Komentarze
Prześlij komentarz