#025
Skrzywiłam się i mocniej zacisnęłam powieki. Biel bijąca od wszystkiego wokół była aż bolesna. Smród gumowych rękawiczek i środków do dezynfekcji przyprawiał mnie o dreszcze a do świadomości wracały okropne wspomnienia z wizyt u dentysty. Czułam jak w moje ręce wbite są igły, brzuch obwiązany bandażami a głowa i nogi ciężkie jak cholera. Wszystkie dźwięki dochodziły do mnie przyciszone, jakieś kroki, głosy naokoło mnie. Ktoś dotyka mojego czoła, ktoś głaszcze mnie po włosach. -..Ma...ma...? -mruknęłam z trudem zwracając głowę w stronę z której dochodził kobiecy głos. Lekko otworzyłam oczy, ale wszystko się rozmywało. -Kochanie, żyjesz... -zaszlochana kobieta mocniej ścisnęła moją dłoń. - Pamiętasz coś? Z tatą tak się o ciebie martwiliśmy... powiedzieli nam tylko, że szuka cię policja...co się dzieje? -miliony pytań spadły na mnie nie pozwalając nawet skupić się na chwilę by zrozumieć gdzie jestem. -Violet, nie tak szybko, daj jej czas... -męski głos z kąta pokoju lekko pomógł mi się...