#024
Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Tak, jakby czas postanowił zadrwić sobie z nas w najmniej odpowiednim momencie i w najgorszy z możliwych sposobów. Jeszcze parę minut temu staliśmy na przeciwko brudnych, betonowych murów, pustym wzrokiem wypatrując śmierci, a obecnie już któryś z kolei raz uciekliśmy z jej łap - z małą pomocą.
Mimo wszystko nie zawsze jest tak jak sobie tego życzymy.
W pierwszej chwili miałem wrażenie, jakby wszystko dookoła gwałtownie zwolniło, a wszelkiego rodzaju odgłosy i krzyki docierały do mnie zza ścian. Jedyne co robiłem to wpatrywałem się w bladą, pobrudzoną krwią twarz Alex, czując przeciekającą przez palce ciepłą, szkarłatną ciecz. Nie mogłem uwierzyć w to, że Alisa, Alex i Alexandra to jedna osoba, a tym bardziej nie mogłem pojąć tego, że przez tyle lat udało jej się to ukryć w tajemnicy przed wszystkimi. Z jednej strony powinienem czuć pewnego rodzaju ulgę, znając już prawdziwą tożsamość wielkiego hakera, lecz z drugiej mam nieodparte wrażenie, że dopiero teraz wszystko jeszcze bardziej się pokomplikowało.
- Shail, do cholery, ona umiera! - Dopiero mocne szarpnięcie za ramię przywróciło mnie do rzeczywistości. Zamrugałem gwałtownie, natrafiając na szmaragdowe tęczówki Ricko, teraz skrywające w sobie tylko i wyłącznie strach. Chłopak, dzierżąc w jednej ręce broń, nachylał się nade mną, czekając na jakąkolwiek reakcje, natomiast cała reszta Orłów osłaniała tyły i zajmowała się ucieczką.
Przekląłem siarczyście, biorąc dziewczynę na ręce i wybiegając z budynku. Nie oglądałem się za siebie, nie zastanawiałem się nad tym, czy Ricko również ze mną pobiegł, czy postanowił pomóc reszcie. Jedyne co w tamtym momencie zaprzątało moje myśli to jak najszybsze dotarcie do szpitala. Nie mogliśmy zabrać Alex z powrotem do ruin, ja nie mogłem pozwolić jej umrzeć. Byłem na nią cholernie wściekły, a jeśli zdecyduje się odejść z tego świata to osobiście wyciągnę ją z piekła żeby zdrowo opieprzyć.
Nagle, gdy oboje znaleźliśmy się niedaleko szpitala, zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę tam z nią wejść. Gdybym tylko przekroczył próg już na powitanie zostałbym przygnieciony do podłogi i zakuty w kajdanki, a tego mi najmniej potrzeba. Bardzo nie chciałem tego robić, jednak nie miałem większego wyboru, jeśli Alex miała żyć, a ja miałem zostać na wolności.
Kładąc delikatnie zakrwawione ciało dziewczyny na ziemi rzuciłem kamieniem w jedno z najbliżej stojących aut, chcąc zrobić zamieszanie, następnie widząc zbliżające się, ludzkie sylwetki uciekłem w cień.
Shail
Mimo wszystko nie zawsze jest tak jak sobie tego życzymy.
W pierwszej chwili miałem wrażenie, jakby wszystko dookoła gwałtownie zwolniło, a wszelkiego rodzaju odgłosy i krzyki docierały do mnie zza ścian. Jedyne co robiłem to wpatrywałem się w bladą, pobrudzoną krwią twarz Alex, czując przeciekającą przez palce ciepłą, szkarłatną ciecz. Nie mogłem uwierzyć w to, że Alisa, Alex i Alexandra to jedna osoba, a tym bardziej nie mogłem pojąć tego, że przez tyle lat udało jej się to ukryć w tajemnicy przed wszystkimi. Z jednej strony powinienem czuć pewnego rodzaju ulgę, znając już prawdziwą tożsamość wielkiego hakera, lecz z drugiej mam nieodparte wrażenie, że dopiero teraz wszystko jeszcze bardziej się pokomplikowało.
- Shail, do cholery, ona umiera! - Dopiero mocne szarpnięcie za ramię przywróciło mnie do rzeczywistości. Zamrugałem gwałtownie, natrafiając na szmaragdowe tęczówki Ricko, teraz skrywające w sobie tylko i wyłącznie strach. Chłopak, dzierżąc w jednej ręce broń, nachylał się nade mną, czekając na jakąkolwiek reakcje, natomiast cała reszta Orłów osłaniała tyły i zajmowała się ucieczką.
Przekląłem siarczyście, biorąc dziewczynę na ręce i wybiegając z budynku. Nie oglądałem się za siebie, nie zastanawiałem się nad tym, czy Ricko również ze mną pobiegł, czy postanowił pomóc reszcie. Jedyne co w tamtym momencie zaprzątało moje myśli to jak najszybsze dotarcie do szpitala. Nie mogliśmy zabrać Alex z powrotem do ruin, ja nie mogłem pozwolić jej umrzeć. Byłem na nią cholernie wściekły, a jeśli zdecyduje się odejść z tego świata to osobiście wyciągnę ją z piekła żeby zdrowo opieprzyć.
Nagle, gdy oboje znaleźliśmy się niedaleko szpitala, zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę tam z nią wejść. Gdybym tylko przekroczył próg już na powitanie zostałbym przygnieciony do podłogi i zakuty w kajdanki, a tego mi najmniej potrzeba. Bardzo nie chciałem tego robić, jednak nie miałem większego wyboru, jeśli Alex miała żyć, a ja miałem zostać na wolności.
Kładąc delikatnie zakrwawione ciało dziewczyny na ziemi rzuciłem kamieniem w jedno z najbliżej stojących aut, chcąc zrobić zamieszanie, następnie widząc zbliżające się, ludzkie sylwetki uciekłem w cień.
Shail
Komentarze
Prześlij komentarz