#022
- Al, naprawdę nie chcę się denerwować - westchnąłem ciężko, na moment zamykając oczy, aby uspokoić narastający we mnie gniew i przy okazji postarać się nie podnosić głosu, który powoli zamiast składnych zdań zaczął przypominać warczenie. W tamtym momencie, choć najprawdopodobniej w oczach dziewczyny wyglądało to zupełnie inaczej, w większości zły byłem na samego siebie, niż na Alexandrę. Zbyt zajęty sprawami Orłów, przeróżnymi, nocnymi wypadami i posiedzeniami, obmyślaniem planów i składaniem poszarpanej przeszłości nie spędzałem z nią za wiele czasu, a co za tym idzie, większość dni spędzała zupełnie sama, skazana wyłącznie na szmery i ciche jęki dochodzące z wnętrza starego budynku. Poza tym tylko idiota nie domyśliłby się, że skoro są to ruiny szpitala psychiatrycznego to na pewno muszą ukrywać się tu resztki pozostawionych leków, którymi Al oczywiście nie pogardziła. Czasami mam wrażenie, że pomimo wieku nadal niczego się nie nauczyłem, a jedynie powtarzam swoje błęd...