#025

Skrzywiłam się i mocniej zacisnęłam powieki. Biel bijąca od wszystkiego wokół była aż bolesna. Smród gumowych rękawiczek i środków do dezynfekcji przyprawiał mnie o dreszcze a do świadomości wracały okropne wspomnienia z wizyt u dentysty. Czułam jak w moje ręce wbite są igły, brzuch obwiązany bandażami a głowa i nogi ciężkie jak cholera. Wszystkie dźwięki dochodziły do mnie przyciszone, jakieś kroki, głosy naokoło mnie. Ktoś dotyka mojego czoła, ktoś głaszcze mnie po włosach.
-..Ma...ma...? -mruknęłam z trudem zwracając głowę w stronę z której dochodził kobiecy głos. Lekko otworzyłam oczy, ale wszystko się rozmywało.
-Kochanie, żyjesz... -zaszlochana kobieta mocniej ścisnęła moją dłoń. - Pamiętasz coś? Z tatą tak się o ciebie martwiliśmy... powiedzieli nam tylko, że szuka cię policja...co się dzieje? -miliony pytań spadły na mnie nie pozwalając nawet skupić się na chwilę by zrozumieć gdzie jestem.
-Violet, nie tak szybko, daj jej czas... -męski głos z kąta pokoju lekko pomógł mi się otrząsnąć.
-Szpi...tal... -rozglądnęłam się po białym pomieszczeniu.
-Zostałaś postrzelona... a...ale lekarze mówią, że wyjdziesz z tego...p..potrzebujesz tylko czasu..-mama zająknęła się ocierając szybko łzy. Kątem oka zobaczyłam jak tata wstaje i przytula mamę, a potem całuje mnie w czoło. Potem ciemność.

***

Moja nienawiść do policji rosła wprost proporcjonalnie do czasu w którym dwóch mundurowych przepytywało mnie o każdą głupotę.
-Gdzie on jest? -wyższy poprawił ogromne okulary i spojrzał na moją nędzną osobę.
-Skąd mam wiedzieć? Od dwóch tygodni już tu leżę i podziwiam sufit. Ten dupek może być już nawet w Afryce. -warknęłam popijając ciepłą wodę.
-Byliście parą, potem znikasz i magicznie pojawiasz się ranna pod szpitalem z kulką 9mm typową dla policji, no zagadka.
-Właśnie, BYLIŚMY parą, zniknęłam bo uniesiona tym wszystkim chciałam go znaleźć, głupia "miłość", a kiedy go znalazłam to okazało się że ma dziwek pod sam sufit. Chwilę z nimi połaziłam, potem stwierdzili, że przeszkadzam i dostałam kulkę. Z trudem doczołgałam się do szpitala.
-To bardzo ciekawe, szkoda, że wymyślone... -niższy wyszczerzył się pokazując ubytki w zębach. -Twój chłoptaś siedzi w więzieniu i inaczej śpiewa..
On w więzieniu? Już raz tam trafił, nie jest tak głupi by znów tam trafić, a jeśli nawet to wyznaje metodę upartego milczenia.
-Nic na mnie nie macie...chce odpocząć...przychodzenie tu codziennie staje się irytujące... -przejechałam dłonią po twarzy i ułożyłam się na poduszce.
-Mamy, i za niedługo dołączysz do niego za kratami. -syknęli i wyszli. Będą pierwsi do odstrzału gdy tylko stąd wyjdę.

***

Dni upływały na spaniu, przesłuchaniu i znów spaniu. Rana uparcie nie chciała się goić a z dnia na dzień czułam się słabsza. Nie wiem czy to przez znudzenie, czy przez dziurę w moim brzuchu, która bolała przy każdym najmniejszym ruchu. Ściskałam mocno pluszaka, ale nie umiałam wyrzucić z myśli Luc'a, tak, Luc'a, nie Shaila. Tamten niedojrzały psychopata został w Trenton, tutaj, w Seattle jest Lucius. W głowie ciągle echem odbijał się jego głos, skóra pamiętała jak jego ciepłe dłonie błądziły po niej, a usta tęskniły za jego ustami. Chce go przy mnie. Już.

 _Alex_

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019

#015