#012
Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Jedyne co zdążyło do mnie dojść tuż po przebudzeniu to fakt, że ona nie oddycha.
W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś chory sen, głupi żart, bądź złudzenie, jednak rzeczywistość nie litując się wymierzyła mi solidnego plaskacza prosto w twarz. Nie miałem pojęcia ile czasu tak naprawdę minęło i jak to się stało, chociaż w tamtym momencie jedyną rzeczą jakiej pragnąłem było to, aby otworzyła oczy.
- Al! - warknąłem, wbijając palce w ramię dziewczyny i potrząsając nią, lecz bez jakiegokolwiek efektu. Była blada, zimna i wyglądała tak, jakby już nic nie mogło przywrócić jej do życia.
Po uciskaniu jej klatki piersiowej z na przemian wpuszczanym do jej płuc powietrzem zacząłem nawet poważnie myśleć nad zabraniem jej do szpitala bez względu na ryzyko, jednak w pewnym momencie czarnowłosa burknęła coś niezrozumiałego, zakasłała parę razy i otworzyła lekko powieki, mrugając nimi niezrozumiale.
- Jasna cholera... - westchnąłem, przecierając dłonią twarz, kiedy w końcu wypuściłem ją ze swoich objęć. Dziewczyna, wciąż zamroczona, oparła się plecami o ścianę i powiodła za mną wzrokiem, kiedy wolnym krokiem dotarłem do kuchni i nalałem sobie zimnej wody do szklanki. Nie miałem pojęcia co bardziej mną wstrząsnęło. Świadomość, że spałem w najlepsze, podczas gdy ona umierała tuż obok mnie, czy sam fakt, że to się w ogóle stało, a co najważniejsze - jak.
- Lucius? - Z zamyślenia wyrwał mnie jej cichy, lekko zachrypnięty głos, a w chwilę potem poczułem na ramieniu delikatny dotyk dłoni. Odwróciłem się przodem do Al, napotykając na jej przymglone spojrzenie zielonych tęczówek. Nadal nie wyglądała za dobrze, a ja miałem wrażenie, jakby za chwilę miała się przewrócić.
- Nie powinnaś w ogóle wstawać - warknąłem cicho, w sekundzie podnosząc ją z ziemi i zanosząc na rękach z powrotem do łóżka. Byłem zły i nie umiałem inaczej okazać tego, że się o nią martwiłem, choć z drugiej strony jakaś wewnętrzna część mnie wciąż chciała zgrywać zimnego i wrednego drania. Mimo wszystko zły byłem tylko i wyłącznie na siebie.
- Daj spokój, nic mi nie będzie - machnęła lekceważąco ręką, ponownie ziewając. - Po prostu jestem jeszcze śpiąca.
- Ale już nie uśniesz - odparłem, podając jej szklankę z wodą. - I ja również.
Shail
W pierwszej chwili myślałem, że to jakiś chory sen, głupi żart, bądź złudzenie, jednak rzeczywistość nie litując się wymierzyła mi solidnego plaskacza prosto w twarz. Nie miałem pojęcia ile czasu tak naprawdę minęło i jak to się stało, chociaż w tamtym momencie jedyną rzeczą jakiej pragnąłem było to, aby otworzyła oczy.
- Al! - warknąłem, wbijając palce w ramię dziewczyny i potrząsając nią, lecz bez jakiegokolwiek efektu. Była blada, zimna i wyglądała tak, jakby już nic nie mogło przywrócić jej do życia.
Po uciskaniu jej klatki piersiowej z na przemian wpuszczanym do jej płuc powietrzem zacząłem nawet poważnie myśleć nad zabraniem jej do szpitala bez względu na ryzyko, jednak w pewnym momencie czarnowłosa burknęła coś niezrozumiałego, zakasłała parę razy i otworzyła lekko powieki, mrugając nimi niezrozumiale.
- Jasna cholera... - westchnąłem, przecierając dłonią twarz, kiedy w końcu wypuściłem ją ze swoich objęć. Dziewczyna, wciąż zamroczona, oparła się plecami o ścianę i powiodła za mną wzrokiem, kiedy wolnym krokiem dotarłem do kuchni i nalałem sobie zimnej wody do szklanki. Nie miałem pojęcia co bardziej mną wstrząsnęło. Świadomość, że spałem w najlepsze, podczas gdy ona umierała tuż obok mnie, czy sam fakt, że to się w ogóle stało, a co najważniejsze - jak.
- Lucius? - Z zamyślenia wyrwał mnie jej cichy, lekko zachrypnięty głos, a w chwilę potem poczułem na ramieniu delikatny dotyk dłoni. Odwróciłem się przodem do Al, napotykając na jej przymglone spojrzenie zielonych tęczówek. Nadal nie wyglądała za dobrze, a ja miałem wrażenie, jakby za chwilę miała się przewrócić.
- Nie powinnaś w ogóle wstawać - warknąłem cicho, w sekundzie podnosząc ją z ziemi i zanosząc na rękach z powrotem do łóżka. Byłem zły i nie umiałem inaczej okazać tego, że się o nią martwiłem, choć z drugiej strony jakaś wewnętrzna część mnie wciąż chciała zgrywać zimnego i wrednego drania. Mimo wszystko zły byłem tylko i wyłącznie na siebie.
- Daj spokój, nic mi nie będzie - machnęła lekceważąco ręką, ponownie ziewając. - Po prostu jestem jeszcze śpiąca.
- Ale już nie uśniesz - odparłem, podając jej szklankę z wodą. - I ja również.
Shail
Komentarze
Prześlij komentarz