#013

Łykałam zimną wodę jakbym nie piła przez wieki. Siedział przede mną gładząc po włosach.
-Nie rób tak więcej...-jego ręce drżały.
Jakbym miała na to jakiś wpływ podczas snu. Z pewnej strony byłam szczęśliwa, że został, ale z drugiej bałam się, że coś odkryje. Ziewnęłam i przetarłam oczy.
-Nawet o tym nie myśl. Spałaś ponad dwa dni z lekkimi przerwami. Wyspałaś się na zapas. -warknął zły. Nie rozumiem czemu był zirytowany. Nic złego nie zrobiłam. Nie musiał mnie wcale ratować.
-Masz gdzieś laptop?
Kiwnęłam i wskazałam na szafkę obok.
-Po co ci? -mruknęłam powstrzymując ziewanie.
-Lekarz google. -syknął włączając przeglądarkę. Przewróciłam oczami, wyjdzie pewnie, że mam raka. Ułożyłam się spoglądając na sufit. Lekko uśmiechnęłam się na wspomnienie każdej z wycieczek. Zaciekawiony moim uśmiechem Luc sam spojrzał w górę.
-We wszystkich tych miejscach byłaś? -zapytał zaskoczony ilością pocztówek. Kiwnęłam z lekkim uśmiechem.
-Tam spotkałam prawdziwego lisa...dał się pogłaskać... -wskazałam na widoczek z gór. -A tam, w połowie drogi zepsuł nam się samochód i musieliśmy czekać na pomoc, a że była noc to nikt się nie śpieszył...
Ziewnęłam i spróbowałam zamknąć oczy i odpłynąć.

Nie pozwolił mi zasnąć. Za każdym razem gdy myślałam, że odpuścił, on szturchał mnie i budził. Myślałam, że zasnę na stojąco.
-Daj mi w końcu zasnąć... -jęknęłam błagalnie.
-Nie ma mowy. Nie będziesz spać aż do momentu gdy nie dowiem się dlaczego prawie opuściłaś ten świat. -warknął zły przeczesując internet w szukaniu odpowiedzi. -Bierzesz coś?
-Nie... -skłamałam po raz kolejny przecierając oczy.
-Leki nasenne? Uspokajające? -nawet nie czekał na moją odpowiedź. Wstał i zaczął przeczesywać szafki, schowki szukając tabletek. Moje nędzne próby zatrzymania go nic nie dały, mogłam liczyć jedynie na to, że nie znajdzie mojej skrytki. Sprawdzał wszystko. Dosłownie wszystko. Znalazł.
-Al, kurwa mać! -rzucił pudełko tabletek obok mnie. Zabrałam je szybko.
-Oddaj! Mówiłaś, że nie bierzesz! -wyrwał mi pudełko z rąk nie zważając na moje płacze i krzyki.
-Chce tylko zasnąć! Oddawaj to! -wrzasnęłam rzucając się na niego.
-Prawie umarłaś! Kończysz z tym! -odepchnął mnie od siebie. Szybkim krokiem skierował się do łazienki, wysypał resztkę tabletek do toalety i spuścił wodę. - Jeszcze raz weźmiesz to gów..
Odwrócił się w moją stronę i zastygł. Klęczałam na ziemi wbijając paznokcie w swoje ramiona aż do krwi. Byłam cała czerwona od płaczu, którego nie mogłam powstrzymać. To było ostatnie pudełko. Nie miałam już nic w zapasie. Cała się trzęsłam, umysł zasnuła mgła. Coś do mnie krzyczał, nie rozumiałam jego słów. Jedyne o czym byłam w stanie myśleć to sposoby na zdobycie leków. Muszę je mieć. Już, teraz.

Nie wiedziałam już kto jest bardziej przerażony, ja wiedząc, że nie mam już leków, czy on starając się mnie uspokoić. Wpadłam w histerię. Przytulał mnie mocno mimo, że orałam mu tors paznokciami. Nie rozumiałam gdzie jestem ani co tak na prawdę się dzieje. Płakałam coraz bardziej, jego ton zmienił się na błagalny. Nie wiem czy widział kiedykolwiek coś podobnego do tego.

_Alex_

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019

#015