#003
Odkąd spotkałam tego chłopaka za klubem moje wspomnienia oszalały. Wszystko się plącze, sama nie wiem co jest prawdą a co nie. Coraz bardziej wierzę w wersję mojego psychiatry, że całe Orły i Trenton, ojciec psychopata, to tylko wymysły. Wszystko wydaje się tak nierealne. Prawda jest taka, że urodziłam i wychowałam się w Seattle, moja mama to nauczycielka matematyki, a tata prowadzi dużą firmę. Nigdy nie byłam w Trenton, a gdy nie działa komputer to odbłogosławiam i błogosławię ponownie z nadzieją, że zacznie działać. Orły, owszem istnieli, ale to mój mózg dopisał resztę.
-Rozumiesz już? -posiwiały mężczyzna spojrzał na mnie po swoim długim monologu - Wygląda na to, że twoja alternatywna osobowość utworzyła własne wspomnienia i wszystko ci się miesza. Po tak poważnym wypadku jest to możliwe.
-Czyli...nigdy nie było Shaila...Nayi..Ricko...ale ten chłopak pod klubem... -głupie uczucie, gdy rzeczywistość umyka ci między palcami.
-Są to najprawdopodobniej osoby, z którymi zawsze chciałaś się przyjaźnić. Nigdy nie mogłaś, więc osobowość zrobiła to za ciebie. Zawsze chciałaś mieć siostrę prawda?
Kiwnęłam.
-A Shail to archetyp chłopaka, który ci się podoba. Z którym chciałabyś być, zmienić go na lepsze. -oparł się wygodnie i popił herbatę z kwiecistej filiżanki. - Długo nie mogłem zrozumieć ojca psychopaty, ale sądzę, że może być to twoja złość, że twój prawdziwy ojciec nie miał dla ciebie czasu.
Opuściłam głowę wbijając wzrok w podłogę. To trudne. Czuję się zawieszona gdzieś między tym co było, a tym co tworzy moja druga ja.
Leżałam na łóżku patrząc beznamiętnie w sufit. Oglądałam dobrze mi znane widoczki. Zawsze jak byłam gdzieś z rodzicami kupowałam pocztówkę i przyklejałam ją na suficie. Mama zawsze krzyczała, że niszczę sufit, bo farba i tynk odpadnie. Destrukcyjna taśma klejąca. Przekręciłam się na bok i przytuliłam pluszaka. Jego miękkie, sztuczne futerko było najprzyjemniejszym materiałem do dotykania. Uśmieszek błogości nie schodził mi z twarzy. gdy czułam futrzasty materiał między moimi ramionami. Tabletki nasenne zaczęły działać po wyjątkowo długim czasie. Zamknęłam oczy pozwalając by moje ciało poddało się niemocy.
Obudziło mnie słońce, które podle paliło moją twarz. Skrzywiłam się i obróciłam tak, żeby schować się w cieniu. Wyszukałam ręką telefon i spojrzałam na godzinę. 14? Warknęłam i podniosłam się z trudem. Moje oczy powędrowały na mały stolik, gdzie leżały rozsypane tabletki. Musiałam przesadzić. Leniwie skierowałam się w stronę kuchni. Ku mojemu zdziwieniu na blacie czekały na mnie dwie siatki z jedzeniem. Mama. Musiała tu być, gdyby nie ta złota kobieta dawno bym umarła z głodu. Z lekkim uśmiechem wyjmowałam warzywa z siatek. Dostałam nawet kawałek ciasta. Podniosłam rolety wpuszczając słońce do mieszkania. Nie byłam fanką słońca, ale mój mały palec u nogi nie był fanem obijania się o wszystkie szafki i krzesła. Za niedługo zaczynam studia. Informatyka. Nie wiem co mnie naszło żeby iść na informatykę, ale to musiał być szatan. Nie umiem, nie wiem, nie rozumiem komputerów. To jakiś wyższy poziom Hogwartu dla mnie. Podziwiam wszystkich, którzy potrafią kilkoma kliknięciami wejść wszędzie. Może ja kiedyś też będę umiała.
_Alex_
-Rozumiesz już? -posiwiały mężczyzna spojrzał na mnie po swoim długim monologu - Wygląda na to, że twoja alternatywna osobowość utworzyła własne wspomnienia i wszystko ci się miesza. Po tak poważnym wypadku jest to możliwe.
-Czyli...nigdy nie było Shaila...Nayi..Ricko...ale ten chłopak pod klubem... -głupie uczucie, gdy rzeczywistość umyka ci między palcami.
-Są to najprawdopodobniej osoby, z którymi zawsze chciałaś się przyjaźnić. Nigdy nie mogłaś, więc osobowość zrobiła to za ciebie. Zawsze chciałaś mieć siostrę prawda?
Kiwnęłam.
-A Shail to archetyp chłopaka, który ci się podoba. Z którym chciałabyś być, zmienić go na lepsze. -oparł się wygodnie i popił herbatę z kwiecistej filiżanki. - Długo nie mogłem zrozumieć ojca psychopaty, ale sądzę, że może być to twoja złość, że twój prawdziwy ojciec nie miał dla ciebie czasu.
Opuściłam głowę wbijając wzrok w podłogę. To trudne. Czuję się zawieszona gdzieś między tym co było, a tym co tworzy moja druga ja.
Leżałam na łóżku patrząc beznamiętnie w sufit. Oglądałam dobrze mi znane widoczki. Zawsze jak byłam gdzieś z rodzicami kupowałam pocztówkę i przyklejałam ją na suficie. Mama zawsze krzyczała, że niszczę sufit, bo farba i tynk odpadnie. Destrukcyjna taśma klejąca. Przekręciłam się na bok i przytuliłam pluszaka. Jego miękkie, sztuczne futerko było najprzyjemniejszym materiałem do dotykania. Uśmieszek błogości nie schodził mi z twarzy. gdy czułam futrzasty materiał między moimi ramionami. Tabletki nasenne zaczęły działać po wyjątkowo długim czasie. Zamknęłam oczy pozwalając by moje ciało poddało się niemocy.
Obudziło mnie słońce, które podle paliło moją twarz. Skrzywiłam się i obróciłam tak, żeby schować się w cieniu. Wyszukałam ręką telefon i spojrzałam na godzinę. 14? Warknęłam i podniosłam się z trudem. Moje oczy powędrowały na mały stolik, gdzie leżały rozsypane tabletki. Musiałam przesadzić. Leniwie skierowałam się w stronę kuchni. Ku mojemu zdziwieniu na blacie czekały na mnie dwie siatki z jedzeniem. Mama. Musiała tu być, gdyby nie ta złota kobieta dawno bym umarła z głodu. Z lekkim uśmiechem wyjmowałam warzywa z siatek. Dostałam nawet kawałek ciasta. Podniosłam rolety wpuszczając słońce do mieszkania. Nie byłam fanką słońca, ale mój mały palec u nogi nie był fanem obijania się o wszystkie szafki i krzesła. Za niedługo zaczynam studia. Informatyka. Nie wiem co mnie naszło żeby iść na informatykę, ale to musiał być szatan. Nie umiem, nie wiem, nie rozumiem komputerów. To jakiś wyższy poziom Hogwartu dla mnie. Podziwiam wszystkich, którzy potrafią kilkoma kliknięciami wejść wszędzie. Może ja kiedyś też będę umiała.
_Alex_
Komentarze
Prześlij komentarz