#009

-Byłeś niemiły.. -mruknęłam gdy czekaliśmy na zamówienie.
-Zdarza mi się...- wzruszył ramionami dalej patrząc w moje oczy. Nie rozumiałam go czasem. Raz unika mnie jak tylko się da, żeby zaraz kolejnego dnia zaprosić na obiad jakby nigdy nic. Warknęłam łapiąc się za głowę. Bóle czaszki były coraz okropniejsze. Poczułam rękę Luciusa na moim ramieniu.
-Znów głowa?
Kiwnęłam. Rozsadzało mnie od środka. Nagle niebieskooki przesiadł się obok mnie i...przytulił. Z samego szoku przestało mnie boleć. Spojrzałam w górę natykając się na jego spojrzenie.
-Lepiej?..
-...Lepiej.... -odpowiedziałam cicho. Był taki ciepły. Myślałam, że się odsunie ale nie. Nadal mnie obejmował. Kelnerka uśmiechnęła się lekko do nas gdy przyniosła zamówienie. Podziękowaliśmy kiwnięciem głowy. Niepewnie, bojąc się, że mnie odepchnie oparłam się o niego. Uśmiechnął się lekko i sięgnął po kawałek pizzy.
-Smacznego...-ugryzł zadowolony.
-Smacznego...-uśmiechnęłam się i sama sięgnęłam po swój kawałek- Ale nie licz na więcej... -szatańsko zaśmiałam się i odepchnęłam go od siebie. -Nie jestem taka łatwa...
-Jak na striptizerkę... -mruknął widocznie zirytowany.
-Ty gnido ruska...
Powoli przeniosłam na niego wzrok. Śmiał mi się prosto w twarz, przynajmniej do momentu gdy nie zaczęłam go szczypać po ramionach. Skrzywił się i starał jakoś obronić, co marnie mu wychodziło.
-Ał, ała... no dobra mała, już...ała...wygrałaś..-warknął przesiadając się ponownie na kanapę naprzeciwko. Po chwili uśmiechnął się lekko pod nosem jakby coś sobie przypomniał. Przyglądałam się zaciekawiona.
-Co się szczerzysz? -dotknęłam palcem jego nosa wyrywając go z zamyślenia.
-Przypomniałem sobie jak moja stara znajoma oblała mnie farbą.
-Farbą? -uniosłam brwi ze zdziwienia.
-Taaaak, nie za bardzo się lubiliśmy... -przewrócił oczami.
-Też jej groziłeś? -zapytałam z podłym uśmieszkiem.
-I to częściej niż tobie...

Nie przyszedł dzisiaj na wykłady. Nie odpisuje, nie odbiera. Jakby zapadł się pod ziemię. Obracałam telefon w dłoni czekając na zakończenie zajęć. Pośpiesznie wyszłam i skierowałam się w stronę domu. Chcę iść spać. W sumie to jedyne co teraz chcę. Powstrzymałam kolejne ziewnięcie wjeżdżając windą na jedno z wyższych pięter. Otworzyłam drzwi, rzuciłam torbę w kąt i skierowałam się w stronę kanapy stojącej w salonie. Opadłam na wygodny mebel i przetarłam ręką oczy. Leżałam godzinę, potem kolejną nie mogąc zasnąć. Nawet gdy przeniosłam się do sypialni nadal nie umiałam zmrużyć oka. Już nie liczę ilości tabletek, które połykam żeby zasnąć. Byle w końcu zasnąć.

Nie jestem pewna ile spałam, ale nie był to dobry sen, czułam jak wszystko we mnie nie przewraca, jakbym spadała w dół. Wybudzałam się jedynie na chwilę by znów zasnąć. Obudziło mnie łomotanie do drzwi.

_Alex_

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019

#015