#010

Kradzież sprzętu dla Billyego okazała się być zadaniem tak prostym, że niepotrzebnie trułem sobie dupę chodzeniem na nudne wykłady i zajęcia tylko po to, aby haker mógł się pośmiać z tego, jak codziennie przychodzę wkurwiony na psychiatryk i wyklinam ponad wszystko w pierwszej kolejności jego samego. Mimo wszystko plusem rozpoczęcia studiów było bliższe poznanie Al i spędzanie z nią więcej czasu, czego nawet bym nie przypuszczał. I choć była zupełnie inną dziewczyną, a przynajmniej tak twierdziła, w pewnych momentach zapominałem o tym, że siedzę z Alexandrą, a przed oczami malowała mi się Alisa. Właśnie to irytowało mnie najbardziej w zachowaniu Al - pojedyncze, a z drugiej strony tak idealnie odwzorowane gesty, które przypisałbym właśnie do Alisy. W takim momentach niekiedy mi samemu wydawało się, że wariuje, bądź już zwariowałem.

- Z czego się cieszysz? - spytałem podejrzliwie, spoglądając na tajemniczy uśmieszek rozciągający blade usta hakera. Siedział on po turecku na jednym ze zniszczonych, szpitalnych łóżek, a na kolanach, tuż przed sobą, trzymał laptopa. Niesforne brąz kosmyki kręciły się wokół jego twarzy, to zachodząc mu za okulary i wpadając do piwnych oczu, to wijąc wokół skroni. Tylko od czasu do czasu przeczesał kosmyki palcami, odgarniając je do tyłu, by na nowo wlepić spojrzenie w ekran sprzętu.

Westchnąłem ciężko, krzyżując ramiona na torsie.

- Masz dwadzieścia pięć lat i nadal oglądasz śmieszne koty na YouTube.

- O jezu, daj spokój, tu jest dobry zasięg - o dziwo. Poza tym dzięki lepszemu sprzętowi udało mi się skontaktować z większością gangu. Uderzamy tutaj?

- A co, nie podoba ci się stary, opuszczony szpital psychiatryczny? - zagadnąłem sarkastycznie.

- Nie podoba mi się to, że ty zaraz sobie pójdziesz, a ja zostanę sam w tych ciemnościach.

- Przecież masz swoje mieszkanie.

- A ty kazałeś mi tu siedzieć i namierzać orły.

- No właśnie. Tak czy siak nie masz większego wyboru - wzruszyłem ramionami, po czym klepnąłem go w ramię.

- Ty za to również nic się nie zmieniłeś. Tak samo podły jak kiedyś.

***

Już któryś z kolei raz próbowałem skontaktować się z Al, jednak na próżno. Zdaje sobie sprawę, że mogła być wkurzona o moje nieodbieranie telefonów i nieodpisywanie na wiadomości, lecz z drugiej strony, z tego co się dowiedziałem, nie pojawiała się również na wykładach. Poza tym wplątywanie jej w sprawy Shaila jest jak strzelenie sobie w kolano, a jej w głowę i nie mogłem nic powiedzieć, ani wytłumaczyć.

Waląc w drzwi mieszkania dziewczyny powoli traciłem cierpliwość i w momencie, kiedy przez myśl przechodziła mi próba włamania się do środka, usłyszałem charakterystyczny szczęk zamka, a w chwilę później drewniane skrzydło rozwarło się na oścież, ukazując stojącą w progu, zaspaną i rozczochraną Alexandrę. Wyglądała dosłownie tak, jakby przespała pół życia, wcześniej imprezując z dobry tydzień, a teraz nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje i kim jestem.

Dziewczyna zmrużyła oczy, przypatrując mi się dłuższą chwilę, by w końcu burknąć coś pod nosem i usunąć się na bok, wpuszczając mnie do środka.

- Wow, ty żyjesz i nawet postanowiłeś mnie odwiedzić po tym, kiedy przypomniałeś sobie, że jednak istnieje.

- Ćpałaś coś? - spytałem, omijając jej ociekający ironią, mrukliwy wywód.

- Spałam. A teraz możesz sobie iść.

Nie odpowiedziałem, a zamiast tego rozsiadłem się wygodnie na kanapie.


Shail

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019

#015