#004

- Tylko jedna rzecz mnie zastanawia - zacząłem z wolna, wpatrując się w skupieniu w niewidzialny punkt przed sobą, podczas gdy wspomnienia klatka po klatce przewijały się po kolei w mojej głowie. - Widziałem na własne oczy jak do ciebie strzelają. Dostałeś więcej jak dwa razy i aktualnie powinno cię tu nie być.

Billy podniósł na mnie wzrok znad ekranu swojego laptopa i wpatrywał się tak we mnie przez pewną chwilę do momentu, aż nie musiał przygryźć dolnej wargi, aby przypadkiem nie uśmiechnąć się szeroko.

- Do ciebie też strzelali - odparł w końcu, wracając do wstukiwania na klawiaturze nieznanych mi kodów. - I z tego co wiem celnie. Też powinno cię tu nie być, Shail.

Obaj znów skrzyżowaliśmy spojrzenia i tym razem żaden z nas nie musiał już nic mówić. Wiele razy ocieraliśmy się o śmierć, były momenty, gdy każdy z nas myślał, że to już naprawdę koniec, a kosiarz tylko czeka, by zabrać nas z tego świata prosto do piekła. Mimo wszystko zawsze udawało nam się go oszukać, nieważne jak bardzo było źle. Ani Billy ani ja nie musieliśmy tłumaczyć sobie nawzajem dlaczego tu jeszcze siedzimy. Nawet jeśli obaj byliśmy ciekawi "jak", w tej chwili było to najmniej ważne. Niektóre sekrety powinny zostać wyłącznie sekretami.

- Znajdę ich i sprowadzę. Do wyczajenia reszty potrzebny jest mi już lepszy sprzęt. Nie wiem ilu udało się uciec i ilu przeżyło. Poza tym jeśli przesłuchiwani przez policję postanowili coś wyśpiewać nie będzie za ciekawie - skrzywił się, przecierając zmęczone oczy.

- Niech powiedzą.

- Co? - Haker zmarszczył czoło i spojrzał się na mnie jak na kogoś, kto właśnie postradał zmysły. - Psy nie są już takie głupie, będziemy mieć przejebane.

- A my nie jesteśmy już dzieciakami - odparłem, wstając. - Sądzę, że Seattle potrzebuje trochę rozrywki. Sami gówniarze na każdym kroku.

Billy uśmiechnął się porozumiewawczo.

- Przyjąłem.

***

Stałem na balkonie dwudziestego piętra jednego z apartamentowców położonych w samym centrum Seattle. Z papierosa trzymanego między palcami unosił się ostry, duszący, miętowy dym, który szybko znikał wśród wszechobecnych ciemności, odganianych wyłącznie przez spirale świateł malujące się gdzieś w dole. Z pokoju za mną wydobywał się wyłącznie gęsty cień, nienaruszony nawet przez lampkę nocną stojącą tuż przy ogromnym łóżku. W satynowej pościeli, wtulona w miękką poduszkę leżała blondwłosa dziewczyna, z delikatnym uśmiechem na ustach mrucząc senne, niewyraźne słowa. Tak naprawdę nie wiem nawet jak miała na imię, poznałem ją w klubie i szybko znaleźliśmy się w jej mieszkaniu. Jak zwykle wraz z nadejściem świtu zniknę, jednak tym razem parę rzeczy ulegnie zmianie.
Niedługo zaczynam studia.
Lepiej późno, niż wcale.


Shail

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019

#015