#007
Rozmowa z nim była przyjemna. Wydawał się cholernie inteligentny mimo, że na początku starał się to ukryć pod warstwą wredoty. No ok, podobał mi się. I to bardzo. Jego niebieskie oczy wywoływały u mnie ciary. Śledził dokładnie każdy mój ruch jakby bał się że zaraz coś go zabije. Chociaż mogłam to być ja jak jeszcze raz wspomni o striptizerce na informatyce.
-Mieszkałaś kiedyś w Trenton? -zapytał, w jego głosie można było wyczuć lekką nadzieję.
-Trenton? Nieee...nie przypominam sobie. Czemu pytasz? -zapytałam, wspomnienia znów zaczęły dawać o sobie znać. Wszystko znów się zmieszało, złapałam się za głowę jakby mogło to pomóc na ból, który rozsadzał moją czaszkę.
-Ciekawość. Masz podobny akcent do ludzi mieszkających tam. Wszystko w porządku? -zmrużył oczy widząc, że coś jest nie tak. Kiwnęłam tylko w odpowiedzi, że jest OK.
-Wychowałam się w Seattle. Jesteś z Trenton?
Wzdrygnął się ledwie zauważalnie i popił łyk kawy, żeby złapać myśli.
-Miałem tam rodzinę, mieszkałem trochę u nich, trochę tutaj. - wzruszył ramionami. Bolesne wspomnienia? Zapewne. Spojrzałam w jego oczy. Gdzieś tam, głęboko, bał się. Pytanie tylko czego. Podsunęłam mu kawałek mojego ciasta. Spojrzał się zaskoczony.
-Nie jesz? - spytał zdziwiony.
-Striptizerki nie jedzą takich rzeczy. - odpowiedziałam z przekąsem, na co odpowiedział lekkim uśmieszkiem. Z pewną dozą niepewności zjadł ciasto. Tak, zatrułam je i naplułam.
-Czemu już nie tańczysz? - zaczął - Ostatnio chciałem cię pooglądać, a trafiłem tylko na półnagie zwłoki próbujące być seksowne.
-Mam chwilę przerwy. Potrzebuję odpoczynku, jeszcze te studia...
-Czyli jestem skazany na półnagie zwłoki, trudno... - westchnął i skrzywił się. - Jak wrócisz do profesji to powiedz... -upił łyk kawy.
Miał śmieszny śmiech. Szczególnie gdy starał się go powstrzymać. Szliśmy powoli w stronę centrum. Zimny wiatr przenikał aż do kości. Przechodziliśmy przez park gdzie po deszczu zostało sporo kałuż.Szedł spokojnie, chociaż z lekkim zirytowaniem starał się ogarnąć swoje krucze kosmyki wpadające mu do oczu. W końcu z rezygnacją wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego, co też sporo mu zajęło przy tym wietrze.
-Nie pal przy mnie. -mruknęłam zabierając mu peta i gasząc w pobliskim śmietniku. Stał chwilę patrząc na mnie z lekko otwartymi ustami.
-Co się tak gapisz? Nie lubię smrodu.
-Będziesz musiała się przyzwyczaić. - syknął zapalając kolejnego. Tym razem jednak trzymał go tak, że nie byłam w stanie mu go zabrać i musiałam znosić to że dymi jak smok. Odprowadził mnie pod same drzwi budynku.
-Do jutra? - uśmiechnął się lekko.
-Do jutra. - odwzajemniłam uśmiech i zniknęłam za drzwiami.
Padłam na łóżko. Trafiło mnie, kilka godzin temu groził mi w alejce, potem zaprosił na kawę i odprowadził. Co za niezdecydowany człowiek. Wyglądał dokładnie jak idealny chłopak mojej drugiej ja.Wydawał się lekko zagubiony. Połknęłam tabletkę, potem kolejną. Tej nocy szczególnie nie mogłam spać. Kolejna tabletka. Dopiero po niej zrobiłam się senna, po kolejnej dopiero zasnęłam.
_Alex_
-Mieszkałaś kiedyś w Trenton? -zapytał, w jego głosie można było wyczuć lekką nadzieję.
-Trenton? Nieee...nie przypominam sobie. Czemu pytasz? -zapytałam, wspomnienia znów zaczęły dawać o sobie znać. Wszystko znów się zmieszało, złapałam się za głowę jakby mogło to pomóc na ból, który rozsadzał moją czaszkę.
-Ciekawość. Masz podobny akcent do ludzi mieszkających tam. Wszystko w porządku? -zmrużył oczy widząc, że coś jest nie tak. Kiwnęłam tylko w odpowiedzi, że jest OK.
-Wychowałam się w Seattle. Jesteś z Trenton?
Wzdrygnął się ledwie zauważalnie i popił łyk kawy, żeby złapać myśli.
-Miałem tam rodzinę, mieszkałem trochę u nich, trochę tutaj. - wzruszył ramionami. Bolesne wspomnienia? Zapewne. Spojrzałam w jego oczy. Gdzieś tam, głęboko, bał się. Pytanie tylko czego. Podsunęłam mu kawałek mojego ciasta. Spojrzał się zaskoczony.
-Nie jesz? - spytał zdziwiony.
-Striptizerki nie jedzą takich rzeczy. - odpowiedziałam z przekąsem, na co odpowiedział lekkim uśmieszkiem. Z pewną dozą niepewności zjadł ciasto. Tak, zatrułam je i naplułam.
-Czemu już nie tańczysz? - zaczął - Ostatnio chciałem cię pooglądać, a trafiłem tylko na półnagie zwłoki próbujące być seksowne.
-Mam chwilę przerwy. Potrzebuję odpoczynku, jeszcze te studia...
-Czyli jestem skazany na półnagie zwłoki, trudno... - westchnął i skrzywił się. - Jak wrócisz do profesji to powiedz... -upił łyk kawy.
Miał śmieszny śmiech. Szczególnie gdy starał się go powstrzymać. Szliśmy powoli w stronę centrum. Zimny wiatr przenikał aż do kości. Przechodziliśmy przez park gdzie po deszczu zostało sporo kałuż.Szedł spokojnie, chociaż z lekkim zirytowaniem starał się ogarnąć swoje krucze kosmyki wpadające mu do oczu. W końcu z rezygnacją wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego, co też sporo mu zajęło przy tym wietrze.
-Nie pal przy mnie. -mruknęłam zabierając mu peta i gasząc w pobliskim śmietniku. Stał chwilę patrząc na mnie z lekko otwartymi ustami.
-Co się tak gapisz? Nie lubię smrodu.
-Będziesz musiała się przyzwyczaić. - syknął zapalając kolejnego. Tym razem jednak trzymał go tak, że nie byłam w stanie mu go zabrać i musiałam znosić to że dymi jak smok. Odprowadził mnie pod same drzwi budynku.
-Do jutra? - uśmiechnął się lekko.
-Do jutra. - odwzajemniłam uśmiech i zniknęłam za drzwiami.
Padłam na łóżko. Trafiło mnie, kilka godzin temu groził mi w alejce, potem zaprosił na kawę i odprowadził. Co za niezdecydowany człowiek. Wyglądał dokładnie jak idealny chłopak mojej drugiej ja.Wydawał się lekko zagubiony. Połknęłam tabletkę, potem kolejną. Tej nocy szczególnie nie mogłam spać. Kolejna tabletka. Dopiero po niej zrobiłam się senna, po kolejnej dopiero zasnęłam.
_Alex_
Komentarze
Prześlij komentarz