#011
Skierowałam swoje kroki w stronę kanapy. Lucius pociągnął mnie na siebie i objął w pasie. Próbowałam się oswobodzić ale niewiele to dawało, uparcie trzymał mnie w uścisku badawczo mi się przyglądając. Ziewnęłam przeciągle zasłaniając ręką usta i oparłam czoło o jego ramię.
-Gdzie byłeś?... -z moich ust zamiast słów wydobył się ledwie logiczny bełkot. Byłam śpiąca, tak cholernie śpiąca.
-Chciałbym zapytać o to samo. Wyglądasz gorzej niż zwykle. - szybko ominął temat.
-Bo dopiero co wstałam...
Burknęłam i mocniej przylgnęłam do chłopaka. Szybko wyczuł o co chodziło i otulił mnie kocem. Nadal za zimno.
-Powiedz co się dzieje... Ominęłaś dwa dni wykładów... Nie odbierałaś, nie odpisywałaś.
-Dwa dni? Serio? - zdziwiona uniosłam wysoko brwi - Poza tym ty też się nie odzywałeś...
-Pytam poważnie. Brałaś coś? -jego oczy przybrały zimny kobaltowy odcień.
-Nie. Jestem po prostu zmęczona. -nie musi wiedzieć czym się wspomagam. Jeszcze zabierze mi tabletki, a wtedy już nic mi nie pomoże. Kolejny raz ziewnęłam, to jego wina. Jego ciepło, rytmiczne bicie serca sprawiało, że znów najchętniej bym zasnęła. W sumie to nie trzeba było długo czekać aż zacznę przysypiać. Chłopak zauważył to i lekko mną potrząsnął. Warknęłam i wbiłam mu paznokcie w kark.
-Cholera! Nie drap! -syknął i lekko odsunął mnie od siebie. Zasłużył sobie. Było trzeba mnie nie budzić.
-Jaki masz problem? -warknął na mnie.
Skuliłam się w sobie i przytuliłam do niego. Wsłuchiwałam się w bicie jego serca.
-Mam zostać na noc? -zapytał po chwili, spokojnie gładząc mnie po włosach. Kiwnęłam w odpowiedzi.
-Rozgość się.. -mruknęłam wstając z kanapy i leniwie ruszyłam w stronę sypialni.
Nim wrócił z łazienki wzięłam odpowiednio dużo tabletek a resztę schowałam tak, żeby na pewno ich nie znalazł. Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Potrzebowałam jego ciepła. Usłyszałam kroki zbliżające się do pokoju. Stanął na chwilę w progu. Był bez koszulki, każdy mięsień był dobrze widoczny pod skórą, nie był jednak górą mięsa. Złapał idealny balans między byciem wysportowanym a nie wyglądaniem jak napompowany. Zgasił światło i wyszukał po omacku łóżko. Położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Nic więcej nie potrzebowałam, zamknęłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać w bicie jego serca. Niebieskooki gładził mnie delikatnie po ramieniu, ale nie spał.
-Mówiłaś, że nie jesteś łatwa...-nie musiałam go widzieć żeby wiedzieć, że kpiący uśmieszek nie schodzi mu z twarzy. Burknęłam coś niezadowolona. Na pewno było to coś co go obraża. Resztką sił uszczypnęłam go.
-Ałć...nawet teraz mnie ranisz...
Kolejny bełkot, który zapewne miał oznaczać "zaraz to dopiero cię zranię". Niestety zabrzmiało to bardziej jak murlok niż groźba co widocznie rozbawiło chłopaka. Jego klatka piersiowa unosiła się wraz z jego tłumionym śmiechem. Trudno się zasypia przy czymś co bardziej wygląda na spazmy przedśmiertne niż śmiech. Chociaż już po chwili, gdy tabletki zaczęły działać, wszystko stało się jakby mniej przeszkadzające. Nawet jego głos nie był w stanie przebić się i mnie przebudzić. Zasnęłam.
Nie chciałam otwierać oczu. Wewnętrzna ja mówiła mi żeby tego nie robić, chciałam ją posłuchać, ale ktoś bardzo chciał mnie obudzić potrząsając mną i szturchając ile się da. Z nieukrywanym grymasem niezadowolenia otworzyłam oczy. Nade mną wisiała przerażona twarz Luciusa.
-Żyjesz...-nie wiem czy to było stwierdzenie czy pytanie ale zaraz po tym podniósł mnie do siadu i przytulił.
-Hmmm....? -nie bardzo rozumiałam co się dzieje naokoło mnie.
-W nocy przestałaś oddychać..
_Alex_
Komentarze
Prześlij komentarz