#028

"Uważaj dziś na siebie. Zbliżają się kolejne kłopoty"

Zerknąłem przelotnie na ekran telefonu, który zaświecił nagle w mojej dłoni, rozpraszając delikatnie spowijający całą salę mrok. Al, której do tej pory buzia nie zamykała się choćby na moment, zamilkła nagle, poważniejąc i wlepiając we mnie pełne przejęcia spojrzenie. Nie dziwiło mnie już to, że dla nas obojga głupie powiadomienie mogło oznaczać tak wiele złego, choć nawet nie zdążyliśmy na nie dobrze spojrzeć. Po tak wielu latach skradania się, uciekania i ciągłych niepewności o kolejny dzień nie było to dla mnie nowością, a czyś zupełnie normalnym, codziennym. Czasami myśląc o tym zastanawiam się, czy nie powinno mnie to w jakikolwiek sposób przerażać i skłaniać do głębszych refleksji. Czy nie powinna przerażać mnie myśl, jak bardzo moje życie jest popieprzone i jak bardzo pozostanie takie już do końca. Z drugiej strony jak bardzo nie zastanawiam się nad tym, co będzie, gdy znam już cel i pociągam za spust, tak bardzo nie myślę nad tym, czego nie zmienię i zmienić nie mogę.

- Kto to? - spytała, przerywając ciszę.

- Billy - odparłem, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni płaszcza. - Nic groźnego.

- Jasne - parsknęła ironicznie. - Możesz mi nie wierzyć, ale jedziemy na tym samym wózku i znam drugie dno kryjące się za twoim "nic groźnego".

Uśmiechnąłem się pod nosem na swój specyficzny sposób, nie potrafiąc ukryć rozbawienia. Dałbym sobie uciąć obie ręce, że na łożu śmierci byłaby równie sarkastyczna i ironiczna, a nóż nakopałaby dodatkowo śmierci do dupy, no bo halo, czemu nie.

- Co cię tak bawi, psychopato? - uniosła brew ku górze, krzyżując ramiona na piersi.

- Ty.

Alex wywróciła oczami, wzdychając ciężko.

- Nie mam zamiaru kolejny raz ratować twojego tyłka, jeśli znowu wpadniesz w jakieś gówno - zapowiedziała wyjątkowo poważnie.

- Spokojnie, jeszcze raz uratuje twój i będziemy kwita. Poza tym niech ci nie przyjdzie do głowy nic głupiego, masz tu leżeć i leczyć swój tyłek.

Al najwidoczniej chciała coś odpowiedzieć, jednak uprzedził ją ponowny dźwięk powiadomienia, który odezwał się z mojego telefonu. Warcząc pod nosem przekleństwa wyjąłem go z kieszeni, spoglądając na kolejną wiadomość wysłaną od Billyego.

"Stary, wypieprzaj stamtąd. Psy"

- Idź, już - powiedziała, odgadując wszystko po moim wyrazie twarzy. Nie musiałem nic więcej mówić, a jedyne co zrobiłem to złożyłem na jej ustach szybki pocałunek i otwierając okno zsunąłem się na dół po rynnie. Nie podobało mi się to, co działo się ostatnimi czasy, a dodatkowo dochodziła do tego wszystkiego sprawa tego gangu, który kręci się ostatnio ulicami i wchodzi nam w drogę. Nie wspominałem jednak o tym Alex, nie chciałem zaprzątać jej tym głowy, zwłaszcza, że pewnie sami się tym zajmiemy w przyszłym czasie. Ironia losu - za długo było spokojnie, w końcu musiało zacząć się coś dziać.


Shail

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019

#015