#027
Musiałam się obudzić, teraz. Słyszę go, czuję, jest tu. Walczyłam z całych sił by otworzyć oczy, wygrałam.
-L..Luc...-wysapałam cicho, jednak na tyle głośno by zatrzymał się w połowie otwierania drzwi i odwrócił w moją stronę. Zamknął drzwi i podbiegł do łóżka.
-Głupia kłamczucha... -przysunął krzesło i usiadł obok. -Mogłaś zginąć...nadal możesz...
-D..dla was..wsz...wszystko...dl..dla..cie...bie...- mógł mnie nienawidzić za kłamstwa, ale nie żałuję. Pierwszy raz czułam coś takiego, ten demon ciągnący się za mną jak cień przez tyle lat rozkochał mnie w sobie i nie mogłam z tym walczyć. - w..wy..bacz...
Spuścił głowę, wiedziałam, że mocno zaciska zęby.
-...Nie wybaczę ci jeśli umrzesz... -ścisnął moją dłoń. -Rób co chcesz...tylko nie umieraj...
Chciałam coś powiedzieć, ale chłopak mocniej ścisnął moją rękę i odezwał się szybciej.
-Ledwo mówisz...więc tego nie rób. -zmrużył oczy i wstał. Słyszałam, że alarm ustał.
-P..przyj..dziesz?..
-Przyjdę... -na chwilę zdjął maskę i złożył pocałunek na moich ustach uprzednio ściągając maskę tlenową z mojej twarzy. -Tylko żyj...
***
Ściskałam w ręce kartkę z rysunkiem od Luc'a. Miałam sporo czasu do rana aż ponownie w odwiedziny przyjdą rodzice, może kolejni znajomi opowiedzieć co zmieniło się na uczelni. Dzięki tej operacji policja nie mogła truć mi dupy aż do czasu gdy będę w stanie mówić bez syczenia z bólu. Moje myśli strasznie wolno biegły. Ten stan zaraz po narkozie był niesamowicie irytujący, chcesz myśleć a nie możesz. Uczucie podobne to tego gdy umiesz wszystko, potem wchodzisz na salę egzaminacyjną i magicznie już nic nie umiesz. Nawet tak proste procesy myślowe wykańczały mnie. Zasnęłam.
-Córciu...to mama..słyszysz mnie?... -ciepła dłoń dotknęła mojego policzka. Otworzyłam oczy i spojrzałam na lekko uśmiechającą się kobietę. Poza nią obok łóżka siedział tata, a na przeciwko mnie stał lekarz.
-To była ostatnia operacja. Wszystko w środku zostało mniej lub bardziej przywrócone do stanu sprzed postrzału, ale jeszcze sporo minie zanim wrócisz do zdrowia. Co najmniej miesiąc w szpitalu, potem polecam długie wakacje pod opieką pielęgniarki co najmniej kilka razy w tygodniu. Więcej dowiemy się z czasem, proszę odpoczywać.
Sporo informacji do przyswojenia na raz. Jakieś wakacje, coś tam miesiąc, coś o operacji. Dobre dziesięć minut zajęło mi zrozumienie całkowicie o co mu chodziło. Cały czas mama gładziła mnie po głowie a tata relacjonował co pisze gazeta.
***
Obudziłam się w środku nocy. Przeniosłam wzrok na zegar wiszący na ścianie. Dwudziesta pierwsza trzydzieści. Chyba. Za wcześnie na mojego nocnego gościa. Chciałam, modliłam się żeby przyszedł. Wiedziałam, że cholernie się naraża, ale podświadomie potrzebowałam go. Z niecierpliwością patrzyłam na zegar, nie wytrzymałam dłużej niż kilkanaście minut i ponownie zasnęłam.
_Alex_
-L..Luc...-wysapałam cicho, jednak na tyle głośno by zatrzymał się w połowie otwierania drzwi i odwrócił w moją stronę. Zamknął drzwi i podbiegł do łóżka.
-Głupia kłamczucha... -przysunął krzesło i usiadł obok. -Mogłaś zginąć...nadal możesz...
-D..dla was..wsz...wszystko...dl..dla..cie...bie...- mógł mnie nienawidzić za kłamstwa, ale nie żałuję. Pierwszy raz czułam coś takiego, ten demon ciągnący się za mną jak cień przez tyle lat rozkochał mnie w sobie i nie mogłam z tym walczyć. - w..wy..bacz...
Spuścił głowę, wiedziałam, że mocno zaciska zęby.
-...Nie wybaczę ci jeśli umrzesz... -ścisnął moją dłoń. -Rób co chcesz...tylko nie umieraj...
Chciałam coś powiedzieć, ale chłopak mocniej ścisnął moją rękę i odezwał się szybciej.
-Ledwo mówisz...więc tego nie rób. -zmrużył oczy i wstał. Słyszałam, że alarm ustał.
-P..przyj..dziesz?..
-Przyjdę... -na chwilę zdjął maskę i złożył pocałunek na moich ustach uprzednio ściągając maskę tlenową z mojej twarzy. -Tylko żyj...
***
Ściskałam w ręce kartkę z rysunkiem od Luc'a. Miałam sporo czasu do rana aż ponownie w odwiedziny przyjdą rodzice, może kolejni znajomi opowiedzieć co zmieniło się na uczelni. Dzięki tej operacji policja nie mogła truć mi dupy aż do czasu gdy będę w stanie mówić bez syczenia z bólu. Moje myśli strasznie wolno biegły. Ten stan zaraz po narkozie był niesamowicie irytujący, chcesz myśleć a nie możesz. Uczucie podobne to tego gdy umiesz wszystko, potem wchodzisz na salę egzaminacyjną i magicznie już nic nie umiesz. Nawet tak proste procesy myślowe wykańczały mnie. Zasnęłam.
-Córciu...to mama..słyszysz mnie?... -ciepła dłoń dotknęła mojego policzka. Otworzyłam oczy i spojrzałam na lekko uśmiechającą się kobietę. Poza nią obok łóżka siedział tata, a na przeciwko mnie stał lekarz.
-To była ostatnia operacja. Wszystko w środku zostało mniej lub bardziej przywrócone do stanu sprzed postrzału, ale jeszcze sporo minie zanim wrócisz do zdrowia. Co najmniej miesiąc w szpitalu, potem polecam długie wakacje pod opieką pielęgniarki co najmniej kilka razy w tygodniu. Więcej dowiemy się z czasem, proszę odpoczywać.
Sporo informacji do przyswojenia na raz. Jakieś wakacje, coś tam miesiąc, coś o operacji. Dobre dziesięć minut zajęło mi zrozumienie całkowicie o co mu chodziło. Cały czas mama gładziła mnie po głowie a tata relacjonował co pisze gazeta.
***
Obudziłam się w środku nocy. Przeniosłam wzrok na zegar wiszący na ścianie. Dwudziesta pierwsza trzydzieści. Chyba. Za wcześnie na mojego nocnego gościa. Chciałam, modliłam się żeby przyszedł. Wiedziałam, że cholernie się naraża, ale podświadomie potrzebowałam go. Z niecierpliwością patrzyłam na zegar, nie wytrzymałam dłużej niż kilkanaście minut i ponownie zasnęłam.
_Alex_
Komentarze
Prześlij komentarz