#001

Wiłam się na rurze przy dźwiękach "Don't Tell 'Em" oraz gwizdach męskiej widowni. Zarzuciłam długimi ciemnymi włosami oblizując wargi. Czułam na sobie wzrok wszystkich, wyglądałam inaczej niż cała reszta dziewczyn tańczących w klubie. Nadal byłam blada jak ściana, zapomnijcie o szpilkach czy obcasach, nigdy nie umiałam w nich chodzić. Nie nosiłam skąpej bielizny, zamiast tego obcisły, czarny golf bez rękawów, na tyle krótki by odsłaniać brzuch i kolczyk w pępku. Krótkie czarne spodenki, które gdy tylko się pochylałam podciągały się lekko i zdradzały, że nie zwykłam nosić bielizny, pasowały idealnie do czarnych nadkolanówek. Wyobraźnia działa o wiele mocniej niż coś co jest podane na tacy. Dobrze o tym wiedziałam, wszystko to potwierdzały wybrzuszenia w spodniach. Nie byłam dla nich. Zeszłam ze sceny, gdy tylko zniknęłam na zapleczu zaczęłam wyjmować wszystkie banknoty wciśnięte za spodenki i nadkolanówki. Dziwka? Nie, biedna studentka. No może nie taka biedna, ale lubiąca bawić się ludźmi. Co prawda czasem znajdywał się taki co myślał, że będę tylko dla niego, ale wystarczyła chwila wymiany zdań, zakończonych najczęściej wybiciem barku natrętnego faceta.

Otuliłam się ciepłym, długim płaszczem i wyszłam drzwiami z tyłu. Był tam jeden czarnowłosy chłopak, niewiele starszy ode mnie, a może nawet w moim wieku, ciężko było rozpoznać w ciemności. Dopalał peta wymieniając ostre słowa przez telefon, Ze zirytowaniem kopnął kamień, który potoczył się pod moje nogi. Wzrok jego niebieskich oczu podążył na kamieniem aż do moich stóp, a potem w górę, aż napotkał moje spojrzenie. Mało kto zapuszczał się w te rejony klubu, zawsze udało mi się wymknąć. Poznaję go, zawsze stoi przy filarze na końcu sali z charakterystycznym uśmieszkiem. Skończył rozmowę i przejechał  palcami po swoich kruczych włosach zapewne starając się je jakoś ułożyć, potem podrapał się po swoim kilkudniowym zaroście i podszedł do mnie. Moja mina w sekundę zmieniła się na "nie podchodź a najlepiej to uciekaj", ale nie przejął się tym zbytnio.
-Wracasz sama? -zapytał niby od niechcenia. Zmrużyłam lekko oczy i minęłam go szybko. Poczułam jak łapie mnie za ramię i zatrzymuje.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię...-po jego twarzy przemknął lekki uśmieszek.
-Super, ale ja ci zrobię jak dotkniesz mnie jeszcze raz... -warknęłam i odepchnęłam go od siebie.
-Po co ta agresja Mała, nie przychodzę po numerek tylko po...powiedzmy przysługę...
No to poleciał. Było "uratowanie mnie od innych mężczyzn" czy "uwolnienie ducha namiętności skrywanego gdzieś głęboko", ale to...
-Przysługą dla ciebie będzie eutanazja. Czego chcesz? -chciałam jak najszybciej zakończyć tą komedię.
-Potrzebuję znaleźć kolegę. Półdługie brąz włosy, zielone oczy. Często wozi się z rudą cholerą.
Czy on właśnie podał mi rysopis wielkiej parki orłów, czyżby przede mną stał sam Psychopata. Może tak, gdyby nie to, że niewiele czasu po mojej ucieczce z Trenton cały gang został złapany. Kara śmierci dla wszystkich, bez wyjątku.
-...Czasem przychodzą, ale tylko czasem. Ostatni raz...to około tydzień temu. -mruknęłam po chwili zastanowienia. Zawsze zajmowali tylne kanapy i całowali się jakby zapomnieli o tym gdzie są i jakie rzeczy się robi w takich klubach. Nawet gdyby żyli, Naya i Ricko razem? Nigdy. Zawsze Naya i Shail wydawali się blisko siebie. Tylko przy niej zachowywał się względnie ludzko.

Niebieskooki podziękował i odszedł nie wymawiając więcej żadnego słowa. Nie chcąc dłużej narażać się na zaczepki, skierowałam się szybkim krokiem do mieszkania. Mijałam mokre od deszczu ulice Seattle, czułam się tutaj względnie bezpiecznie. Studia, znajomi, normalne życie. Światła latarni w połączeniu z mokrym chodnikiem tworzyły spokojną atmosferę, a podnosząca się mgła sprawiała tajemnicze wrażenie. Poczułam mokrą kroplę na swoim policzku, a potem kolejne. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Uwielbiam deszcz. Ściągnęłam kaptur pozwalając by zimny deszcz zmoczył moje włosy, chociaż w bardzo krótkiej chwili z małego deszczyku zmienił się w oberwanie chmury. Też mi się podoba. Niechętnie wchodziłam do apartamentowca wiedząc, że zostawiam deszcz. Szkoda, że nie można kupić sobie takiej chmurki jak jest w kreskówkach, która lata nad tobą i pada sobie z niej deszczyk. Zrzuciłam z siebie mokre ubrania i skierowałam się do łazienki. Była utrzymana w odcieniach szarości z nielicznymi elementami jasnego zielonego oraz kilkoma bambusami ustawionymi na szafkach i półkach. Weszłam pod ciepły prysznic. Rozkoszowałam się ciepłymi strumykami spływającymi po moim ciele, do momentu. Wspomnienia. Osunęłam się na podłogę i złapałam za głowę. Głupie wspomnienia.

_Alex_

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#017

#019

#015